Playlista.

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 1.


Czy wiesz jak to jest się czuć gdy wszyscy dookoła ciebie, próbują zmieszać cię z błotem? Gdy nie obchodzą ich twoje uczucia? Ja tak... I to od dawna. Nie mam praktycznie nikogo, komu mogłabym się zwierzyć, mając pewność, że nigdy nikomu nic nie powie. Jeżeli masz, to powinieneś się z tego cieszyć. Ja już dawno straciłam kogoś takiego. Zazwyczaj same odchodziły po jakimś czasie. Były tylko na moment, a kiedy już im się znudziło, odchodziły. Jednak nawet w najciemniejszym tunelu znajdzie się iskierka światła, nadziei. Każdy powinien ja posiadać, ale ja powoli, powolutku ją tracę.

Idąc ulicami zatłoczonego Rzeszowa, mijałam ludzi, jednych zabieganych jak gdyby gdzieś tutaj blisko wybuchł pożar a oni próbują uchronić się przed płomieniami, natomiast byli również tacy, którzy spokojnie spacerowali po chodniku. A ja? Ja idę przed siebie z miętową walizką w ręku ciągnąc ją za sobą. I teraz nasuwa się pytanie, Gdzie ? i Po co ?. Idę mając jeszcze tą cholerną nadzieję że osoba, do której idę mnie wysłucha, że ucieszy się na mój widok. A co jeżeli tak się nie stanie? Jeżeli nie będzie chciał mnie widzieć po tylu latach ciszy ? Co wtedy? Zostanę sama.

Stoję właśnie przed JEGO mieszkaniem z drżącymi rękoma próbując nacisnąć dzwonek. Bałam się, bałam się że kolejna osoba mnie odtrąci, że już nigdy nie będę mogła na nikim polegać. Po kilku minutach stania postanowiłam to zrobić. Zadzwoniłam raz, drugi, trzeci... a tu co? Nic. Już miałam się wrócić, kiedy usłyszałam dźwięk otwierającego się zamka. Przez drzwi wyglądał dosyć przystojny, z lekkim zarostem i zaspanym spojrzeniem mężczyzna. Najśmieszniejsze w tym jest to że wyszedł bez koszulki w samych bokserkach w kolorowe misie. Stał i się patrzył, tak samo jak ja na niego. Miał zielone oczy, takie same jak ja. Odziedziczyliśmy je po dziadkach. Teraz dopiero się skapnęłam która jest godzina, 1 w nocy, spooko...? Postanowiłam przerwać tą krępującą ciszę.
- Hej, przepraszam że nachodzę cię o tej godzinie, ale potrzebuję twojej pomocy...
-Okeej, al jakiej pomocy skoro ja cię nawet nie znam! Oburzył się.
-Aha, czyli już własnej siostry nie łaska pamiętać co? Posłałam mu chytry uśmieszek.
-Roksana !! Jezu jak ja cię dawno nie widziałem, wchodź. Weszłam do jego mieszkania które było urządzone w dosyć nowoczesny wystrój i jestem pewna, że kobieta urządzała to mieszkanie. No no całkiem nieźle. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Zbyszka.
- Napijesz się czegoś? Mam wodę... i wodę. To co wybierasz ? Uśmiechnął się do mnie promiennie.
-Poproszę wodę.
-Okej masz, a teraz opowiadaj co cię do mnie sprowadza.
Opowiedziałam mu wszystko zgodnie z prawdą. Myślałam że on mi tam zaraz odleci, oczy prawie wyszły mu z orbit, a ja o dziwo nie płakałam kiedy mu o tym opowiadałam, pewnie było już tego za dużo.
-Zaraz do nich zadzwonię i tak im wygarnę.,.
-Nie! Nie możesz. Oni nie mogą wiedzieć gdzie jestem. I właśnie po to tu przyszłam, czy mogłabym u ciebie na chwilę zamieszkać? Zapytałam.
- No oczywiście,  A teraz idź weź prysznic a jak wrócisz to pokażę ci gdzie będziesz spała. Przytaknęłam na jego propozycje i już po chwili czułam jak ciepłe strumienie spływały po moim nagim ciele. Po odświeżeniu się wyciągnęłam z kosmetyczki szczoteczkę do zębów i starannie umyłam zęby. Później udałam się do salonu  gdzie czekał na mnie Zbychu.
-To chodź. Ruszyłam za nim w głąb mieszkania. Otwarł przede mną drewniane drzwi i zobaczyłam mój pokój. Podziękowałam mu i ułożyłam się na baaardzo miękkim łóżku a następnie oddałam się w krainę Morfeusza.

***
Udało się!! Jej... :D 

wtorek, 16 kwietnia 2013

^^

Jeżeli dobrze pójdzie może nawet dzisiaj dodam nowy rozdział, ale  niczego nie obiecuję. Prac nad nim trwają, mam już prawie cały, ale jeszcze trochę brakuje. :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Prolog.


Niedziela 13 stycznia 2010 roku Warszawa , to właśnie tego dnia miałam wyjść za mąż. Może najpierw wytłumaczę o co w tym chodzi. Moi najukochańsi rodzice  (czujecie ten sarkazm) gdy miałam 19 lat wybrali dla mnie idealnego chłopaka. Moi  rodzice byli biznesmenami i bardzo pragnęli aby ich firma i firma jego rodziców się połączyły poprzez nasz ślub. Oczywiście mój przyszły „mąż” był z tego powodu bardzo zadowolony, tyle że ja nie za bardzo byłam co do tego pomysłu pozytywnie nastawiona. Gdzie dziewczyna która miała 19 lat już wychodziła za mąż?? Po tym jak się o tym dowiedziałam, nie chciałam z nikim rozmawiać , moja najlepsza przyjaciółka się ode mnie odwróciła tak jak wszyscy moi znajomi. A czemu? Sama do dzisiaj zadaję sobie to pytanie.  Ale powróćmy jeszcze na chwilę do tego feralnego dnia. Byłam już ubrana w suknię ślubną. Makijaż zrobiony, wszystko dopięte na ostatni guzik, tylko był wtedy taki mały szczegół… ja. Nie chciałam tego, nie chciałam tej cholernej sukienki, tego głupiego kwiatka na mojej ręce, nie chciałam tej debilnej sali, na której miał odbyć się nasze wesele, a przede wszystkim nie chciałam jego! Podjeżdżałam pod kościół. Mój tata wziął mnie pod rękę i zaprowadził po drzwi. Tata otworzył drzwi i w tym momencie wszystkie oczy zwrócone były na mnie. Mój ojciec  zaprowadził mnie pod ołtarz. Cała uroczystość dłużyła się w nieskończoność (przynajmniej dla mnie) Już miałam powiedzieć to przysłowiowe „tak”, kiedy ja po prostu uciekłam. Nie mogłam tego zrobić, to by było niezgodne z moimi zasadami. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki, która zawiozła mnie do mojego dotychczasowego domu, przebrałam się,  spakowałam i wyjechałam, tak po prostu uciekłam, z dala od problemów…

***

No to mamy prolog!! Jejj  :D Może krótki, ale ważne, że w ogóle jest. Następne rozdziały powinny być już dłuższe. Także do miłego. ^^

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Początek.

Na wstępie chciałabym Wam napisać, że mogliście widzieć już prolog na moim poprzednim blogu, ale musiałam go skasować bo mi się wszystko zepsuło. ;c No ale powracam. :D Miłego czytania. ;x