Playlista.

sobota, 5 października 2013

Rozdział 2 cz.1


Wszystko powoli się układa. Ze Zbyszkiem dogaduję się świetnie, odnowiliśmy starą więź, która przez jego wyjazd została zerwana. Może i wyglądam jakbym o tym wszystkim co mnie spotkało w życiu zapomniała, ale tak na prawdę to jest odwrotnie. Sprawiam wrażenie silnej, ale w środku jestem krucha jak porcelana. Nie pokazuję nikomu swojej bezsilności i strachu przed tym co może stać się jutro. Co noc dręczą mnie koszmary dotyczące moich rodziców oraz jego. Nie mówiłam o tym Zbyszkowi bo tylko bym go rozkojarzyła. A co do Zibiego to on potwornie się o mnie troszczy co czasami doprowadza mnie do stanu podgorączkowego, ale doceniam jego starania i to, że nie zostawił mnie tak jak inni. Jestem mu za to strasznie wdzięczna. Mimo, że zalewam go lawiną moich problemów to on i tak w spokoju mnie wysłuchuje i stara mi się pomóc i na odwrót. Kiedy on potrzebuje się komuś wygadać od razu siadamy na kanapie z dużym kubkiem gorącej czekolady z bitą śmietaną i zwierza mi się ze swoich problemów. Kocham go jako brata oraz jako przyjaciela, do którego mogę przyjść z każdym problemem. Po prostu go kocham.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Zibi od tygodnia próbuje mnie gdziekolwiek wyciągnąć, to na trening, to na zakupy, to na spacer z Bobkiem. A jeżeli chodzi o Bobka to jest to mały piesek rasy York, którego posiada Zbychu. A dlaczego Bobek? Tego nikt nie wie. No, ale powróćmy do tej naszej szarej rzeczywistości.
Mój brat za jakieś pół godziny idzie na trening a później ma mecz, przed którym dosyć bardzo się denerwuje. Nie dziwię mu się w końcu grają z Jastrzębskim Węglem. Kiedy ja sobie kulturalnie siedziałam w salonie rozwalona na kanapie oglądając tv i pożerając chipsy, nagle nie wiadomo skąd na kanapę wskakuje Zibi, oczywiście musiałam się przestraszyć i takim oto sposobem wylądowałam na ziemi a chipsy na mojej twarz wraz z miską. A jaka była jego reakcja? Zaczął rżeć jak koń.
-Śmiej się, śmiej, będziesz coś chciał. Pogroziłam mu palcem.
-No to ja już coś chcę. Szczerzył się jak głupi do sera.
-Co znowu Bobek nasikał ci na dywan? Zapytałam jakby od niechcenia.
-Nieee, ale może przeszła byś się dzisiaj ze mną na trening a później na mecz? Widział, że przez ten tydzień mieszkania razem nie wychodziłam z mieszkania ani razu. No, ale jak mam to zrobić kiedy ja nawet na balkon boję się wyjść.
-Ale ja nie chcę.
-To zechcesz! Musisz wychodzić z domu, nie możesz wiecznie siedzieć zamknięta w czterech ścianach.  Oburzył się.
-Nie możesz zrozumieć, że dla mnie jest to jeszcze świeże! Ja nie potrafię  ot tak o tym zapomnieć, co noc śni mi się to co mogło by się stać gdyby mnie znaleźli i nie mów mi teraz, że wiesz co czuję, bo nie wiesz ! Nie byłeś, nie jesteś i nigdy nie będziesz na moim miejscu! Mimo, że nie chciałam, ale jedna samotna łza poleciała po moim policzku, co przeobraziło się w potok łez. Zbyś kiedy tylko to zobaczył, jednych ruchem ręki przyciągnął mnie do siebie i głaskał po głowie, a ja wtulona w jego ramiona moczyłam mu koszulkę.
-Przepraszam. Wiem, że nie powinienem na ciebie naciskać, ale ja się o ciebie po prostu boję. Kiedyś musisz wyjść do ludzi.
-To ja przepraszam nie powinnam tak na ciebie naskakiwać, poniosło mnie. Przepraszam.
-Nie masz za co mała. Uśmiechnął się lekko.
-Ejjj nie jestem mała mam 173 cm więc nie wiem co ty ode mnie chcesz. Oburzyłam się na jego słowa, po czym zaczęliśmy się śmiać.
-Oj siostra, siostra ty chyba nigdy nie zmądrzejesz.
-No chyba ty! Dalej śmialiśmy się jakbyśmy byli naćpani, ładnie mówiąc.
-Dobra koniec. Nie będę na ciebie naciskał, ale może jednak pójdziesz, co? Poznam cię z moimi kolegami z zespołu, to na prawdę spoko typy. I nie martw się cały czas będę przy tobie, więc nie będziesz się musiała martwić.To co pójdziesz? Prooooszęęęę.... Muszę się pochwalić jaką to ja mam świetną i wspaniale gotującą siostrunie najukochańszą. Pokazał mi swoje jakże białe uzębienie.
-No już mi tak nie słódź, pójdę no... Nie wiem czy dobrze robię no, ale cóż.
-Jeest!!! Poznam cię z Dzikiem.
-Kto to?
-No mój przyjaciel, Kubiak. w Jastrzębskim gra.
-Aaa no tak.Ale może najpierw dałbyś mi bilet, hmm?
-Tak tak już masz, to ty idź się szykuj bo mamy jakieś 15 minut. Wyleciałam jak strzała z pokoju do sypialni. Ubrałam się , uczesałam w wysokiego koka i umalowałam delikatnie. Kiedy byłam już gotowa, wsiadłam do Zbyszkowego samochodu i z piskiem opon wyjechaliśmy z podziemnego garażu. Muszę przyznać, że atakujący jeździ dosyć szybko, albo za szybko. No, ale w końcu po kimś to mamy.W mgnieniu oka dojechaliśmy na podpromie. Zbyszek pobiegł do szatni, ale zanim to zrobił wcisnął mi jeszcze do rąk swoją klubową koszulkę mówiąc, że jako jego siostra muszę się jakoś prezentować. Tiaaa tylko gdzie ja mam się przebrać??!! Dobra tylko spokojnie, gdzieś na pewno jest łazienka. Szłam długim korytarzem, aż w końcu znalazłam damską toaletę. Szybko się przebrałam i poszłam na halę. Usiadłam na krzesełku i zajęłam się obserwowaniem ludzi, którzy co chwilę albo wchodzą albo wychodzą z sali. Po jakimś czasie wszedł na sale zadowolony z siebie Zbyszek z bandą innych Resoviaków i zaczął do mnie machać i przywoływać ręką żebym zeszła. No chyba mu się śni? Pokiwałam głową na znak, że nie zejdę, a reszta zaczęła się tak na nas dziwnie patrzyć. On jak na złość zaczął mnie przywoływać ręką. I co teraz? Niestety, ale nie mam wyjścia, muszę zejść. Powoli, nie spiesząc się zeszłam z trybun i stanęłam obok niego.
-No chłopaki to jest ta moja słynna siostra. Roksana. Powiedział z wielkim uśmiechem.
-Miło mi, Igła jestem, a resztę znać nie musisz wystarczę ci chyba ja co? Podszedł do mnie najlepszy libero ever z łobuzerskim uśmiechem za co dostał po łbie od mojego braciszka. Zaśmiałam się i  lekko skinęłam głową na znak zrozumienia.
- Mi również,Roksana i tak znam cały skład także... nie musicie się wysilać.
- No to młoda ty idź sobie tam no na trybuny, a my idziemy na trening, pa. Rzucił na odchodne Zbyszek i poszedł w stronę trenera a za nim cała reszta, która pożerała mnie wzrokiem. Robi się trochę dziwnie...